Serdecznie witam wszystkich czytelników !

Mój nick w społeczności internetowej to Quaffery.

Pomysł stworzenia tego bloga zrodził się z konieczności odniesienia się do otaczającej nas - często bardzo kontrowersyjnej - rzeczywistości, z potrzeby spojrzenia na świat okiem nonkonformisty, z potrzeby kontestowania już niemal wszechobecnej głupoty.

Zainteresowanych zapraszam również na mojego bloga o literaturze: Moje lektury

Możecie do mnie pisać na adres: quaffery@gmail.com

poniedziałek, 16 listopada 2009

Moje opinie na finiszu

Jakiś czas temu wpadłem na pomysł poszerzenia swojej internetowej bazgraniny o kolejnego bloga i w ten sposób powstały Moje opinie. Chciałem w nim komentować to co mnie otacza, co denerwuje, z czym się nie zgadzam, etc. Jednym słowem, takie zapiski stetryczałego kontestatora. Na początku był zapał związany z tym, co nowe, później jednak realia życia podyktowały swoje warunki.

Okazało się szybko, że blogowanie na Moich opiniach zaczyna zabierać mi czas kosztem mojego pierwszego dziecka czyli bloga Moje lektury. Zacząłem mieć mniej czasu dla książek i rodziny, a tak być niestety nie może. Po prostu przeliczyłem się z możliwościami, a czas nie jest z gumy. Praca, rodzina, dom, niewiele wolnego czasu na czytanie książek (głównie w nocy) wypełniają moją dobę bez reszty.

Poza tym, przekonałem się, że prowadzenie bloga komentatorskiego zbyt często zahacza o obszary, które do tej pory starałem się omijać szerokim łukiem. Myślę tu głównie o polityce, która w przeciwieństwie do literatury, nie jest balsamem dla mej duszy. Nie odnajduję się w tych klimatach, zbyt negatywnie wpływają one na moje nerwy. A przecież w pisaniu bloga, chodzi przede wszystkim o to, żeby być wiernym sobie i pisać to co sprawia frajdę autorowi bloga i jego czytelnikom.

Dlatego doszedłem do wniosku, że nie ma sensu, żebym zarzucał ukochane książki, zaniedbywał Moje lektury, nie miał czasu dla rodziny, po to żeby skomentować takie czy inne zjawiska społeczne i polityczne, jeśli inni robią to lepiej na niezliczonej ilości stronach, blogach, forach, w audycjach i reportażach. To pole należy do dziennikarstwa zawodowego i społecznego, ja zamykam Moje opinie i powracam do Moich lektur.

Tych, którzy oczekiwali dalszego rozwoju mojego opiniowania przepraszam za tak szybki finał i zachęcam do czytania Moich lektur. W książkach jest na prawdę ciekawszy świat. Strona Moje opinie będzie dostępna jeszcze do końca tego miesiąca, później wygaśnie. Nie oznacza to jednak, że kiedyś nie powstanie inna, ciekawsza inicjatywa, bliższa i wierniejsza moim książkowym pasjom. Mam już nawet pomysł, gdyby tylko doba miała ponad 24 godziny…

wtorek, 3 listopada 2009

Klient nasz…… kretyn

Sytuacja NR 1. - Wczoraj chciałem ściągnąć z Internetu popularny program do odtwarzania muzyki i filmów. Oczywiście na stronie widniał wielki jak wół napis, że program jest całkowicie darmowy. No więc ściągam plik instalacyjny, uruchamiam go i podczas instalacji pojawia się komunikat: "Wpisz kod aktywacyjny". Otrzymanie kodu i cała procedura aktywacyjna to dwa SMS-y po 7,50 zł. każdy. No to do cholery albo coś jest za darmochę, albo nie!

Sytuacja NR 2. - Oferta biura podróży zachęcająca do atrakcyjnego wyjazdu zagranicznego na taką czy inną riwierę. Oczywiście wszystko jest tam słoneczne, lazurowe, błękitne i niepowtarzalne. Już podczas wizyty w biurze okazuje się, że cena nie zawiera opłat lotniskowych, ubezpieczeń, opłat takich i owakich, i w ostatecznym rozrachunku końcowy koszt jest dwa razy większy, niż ten, który przedstawiono w ofercie. To tak, jakby komuś zaproponować Mercedesa za pół ceny, ale bez silnika.

Sytuacja NR 3. - Dzwoni telefon i pani w słuchawce informuje, że jutro przyjdzie specjalista, który w całej spółdzielni dokonuje pomiaru czystości wody. Rozmowa jest oczywiście tak prowadzona, że wiekowy domownik jest przekonany, iż rozmawia z przedstawicielem administracji osiedla. Na miejscu okazuje się, że gość istotnie bada wodę na osiedlu, tle że nie ma nic wspólnego z administracją, a jedynym jego celem jest znalezienie frajera, który za kilka tysięcy złotych kupi jakąś filtrującą puszkę pod zlew.

Sytuacja NR 4. - Dzwoni telefon z Telekomunikacji Polskiej. Miła pani mówi, że obetnie mi koszt abonamentu, Internet będę miał tańszy, za urządzenie Livebox tylko 2 zł., a do tego dorzuci mi super ofertę telewizyjną za darmo przez kilka miesięcy. Kiedy pytam, co w zamian - odpowiedź brzmi - nic, trzeba tylko podpisać umowę, podłączyć się i gotowe. Taka promocja. Ponieważ jestem z natury nieufny i drobiazgowy, a życie nauczyło mnie, że za darmo można co najwyżej dostać w pysk - drążę dalej by wreszcie dowiedzieć się, że umowa musi trwać minimum 36 miesięcy. Dziękuję, postoję.

Czy do diaska, specjaliści od reklamy i marketingu uważają wszystkich konsumentów za bezmózgowie galaretki? Czy nie rozumieją, że takie numery sprawdzają się jedynie na krótką metę i de facto są antyreklamą firmy, samobójem wbitym do własnej bramki? Marnują czas swój, czas mój i tworzą pożywkę do celebrowania zasady, zgodnie z którą jeden wkurzony klient przekazuje niedobre wieści o firmie dziewięciu następnym, tamci kolejnym itd.…..

Słyszałem kiedyś o ekscentrycznym artyście, który zorganizował wystawę swoich prac i nad wejściem umieścił duży napis: "Wstęp za darmo". Łaknący wrażeń artystycznych goście walili drzwiami i oknami na wystawę, a kiedy obejrzeli wszystkie wystawione prace, wychodząc spotykali napis: "Wyjście 100 $". Tylko, że wtedy mogli przynajmniej podziwiać artystyczne wytwory wyobraźni zakręconego twórcy, rzeczy niepowtarzalne, jednostkowe, autorskie - trudno jest natomiast mówić o sztuce w przypadku sprzedaży filtrów do wody, chyba że o sztuce oszukiwania.

środa, 28 października 2009

Wirtualni i martwi

Przeczytałem wczoraj w najnowszym Przekroju o biznesie funeralnym w Internecie. I nie chodzi tu wcale o strony internetowe zakładów pogrzebowych, czy stolarni produkujących trumny. Rzecz jest bowiem o wirtualnych nekropoliach. A ja myślałem w swojej naiwności, że nic już nie jest w stanie mnie zadziwić.

Okazuje się, że w cyberprzestrzeni są takie miejsca, gdzie można pochować swoich bliskich lub siebie samego, można zaprojektować sobie grobowiec i klikając odpowiednie opcje zamówić na wirtualny cmentarz odpowiednią pogodę. Można również SMS-em zapłacić okresowy abonament za regularne składanie kwiatów i zapalanie zniczy na e-grobie.

Są również w Internecie miejsca, gdzie można pozostawić swój testament, pamiętnik, nagrany film dla potomnych, a nawet można zażyczyć sobie nagranie filmowe z własnego pogrzebu i umieszczenie go na You Tube. Możliwe są także transmisje na żywo z uroczystości pogrzebowych dla osób, które chcą uczestniczyć w pochówku, ale nie chcą być na cmentarzu. Jest to nie lada gratka dla wszystkich ciekawskich, którzy mogą w ten sposób dokładnie zlustrować, kto płakał rzewniej, a kto nie, jak byli ubrani żałobnicy i kto zemdlał z rozpaczy.

Ale najlepszym hitem są e-cmentarze dla piesków i kotków, no bo przecież jakoś trzeba uwiecznić naszych czworonożnych podopiecznych, kiedy już wejdą w zoo-zaświaty. Wszystkich Świętych lada moment, więc funeral-biznes zaciera ręce, bo kilkaset tysięcy osób odwiedzi e-cmentarze, żeby zaprojektować sobie grób, zapalić znicz, czy pochować kotka.

Co więcej, w Internecie jest coraz więcej stron poświęconych samobójstwu, z czego połowa zachęca wręcz, żeby je popełnić. Mamy więc full service, najpierw można zaprojektować swój cmentarz i grób, opłacić abonament za kwiatki, później palnąć sobie w łeb, a nagrany z tego film umieścić w cyberprzestrzeni. Do tego można dodać reklamę z adresem strony, na której jest testament denata. Ale dla mnie najbardziej szokująca była informacja o firmach, które oferują pogrążonym w żałobie rodzicom sesję zdjęciową ze swoim zmarłym dzieckiem. Na pamiątkę.

Pamiętam z dzieciństwa, kiedy komunistyczne władze pozwoliły na emisję w publicznej telewizorni filmu "Oto Ameryka", który miał unaocznić polskiemu społeczeństwu, że my tak naprawdę żyjemy w normalnym świecie. Nienormalny świat był tam, za oceanem, gdzie w sklepach stały gumowe penisy, w lokalach odbywały się walki w kisielu, a ludzie skakali na bungee. Film był oczywiście tylko dla dorosłych, więc jako małolat dowiedziałem się o nim w szkole, od kolegów, których rodzice byli bardziej liberalni od moich. Dlaczego o tym wspominam? Bo wydaje mi się, że to co pokazywano w tym filmie jako przykład nienormalności i patologii amerykańskiej wolności, w konfrontacji z dzisiejszą rzeczywistością wypada po prostu blado.

Eskalacja zjawisk, które jeszcze dziesięć lat temu uznane zostałyby jako przejaw patologii, chyba dosięgła zenitu. Pytam więc, gdzie są granice ludzkich kaprysów, żądań, zachowań i do czego nas doprowadzi niczym nieograniczona wolność? Brak jakichkolwiek zahamowań, radykalizm postaw, moda na szokowanie, pęd do kariery, rozpasany do granic absurdu hedonizm - powoli ale skutecznie stawiają ludzi w roli niczym nieograniczonych bogów.

Co będzie następne? Może ktoś wpadnie na pomysł stworzenia strony internetowej, na której będzie można wystawiać na licytację ludzkie zwłoki, a może reality show z wykonywania kary śmierci? Można również rozważyć nakręcenie opery mydlanej o paleniu ludzkich zwłok pod tytułem “Z lodówki do mikrofalówki”. Dopóki ziemia się kręci, dopóty delikwentów do zagrania roli głównej nie zabraknie.

Na tym poprzestanę. Na końcowy komentarz brak mi słów.

czwartek, 22 października 2009

Czym skorupka za młodu……

W pewnej szkole podstawowej nauczycielka wpisała uczennicy z trzeciej klasy uwagę do zeszytu za niewłaściwe zachowanie. Chciała wpisać do dzienniczka, ale uczennica chcąc uniknąć uwagi powiedziała, że  dzienniczka zapomniała. Matka tej córki przybiegła do szkoły z awanturą, że po pierwsze nauczycielka pomazała uczennicy zeszyt, po drugie wpisanie tej uwagi jest bezprawne bo do wpisywania uwag służy dzienniczek, a nie zeszyt, a po trzecie ona żąda, żeby nauczycielka przeprosiła uczennicę.

Ludzie mówią: Ach ta dzisiejsza młodzież! Ale czego tu oczekiwać od małoletniej uczennicy, skoro jej dorosła mamusia swoim zachowaniem pokazała, że gdyby głupota była lżejsza od powietrza, to sama fruwałaby jak gołębica. Od kogo smarkula ma czerpać wzorce zachowania, skąd ma wziąć przykład moralnych postaw, jak ma się nauczyć mówić przepraszam, dziękuję i proszę. Jak takie dziecko będzie zachowywało się w dorosłym życiu, skoro już teraz matka uczy, żeby za nic nie przepraszać bo wszyscy mają ustępować zachciankom rozkapryszonej Barbie i jej chamskim zachowaniom.

Później się ludziska dziwują, że uczeń nałożył nauczycielowi na głowę, podczas lekcji, kosz na śmieci i jeszcze nagrał to swoją komórką, a film umieścił w Internecie. Żadnych zahamowań moralnych, żadnej autorefleksji, żadnej pokory i szacunku dla innych. Wszystkie media piszą, że to wina wadliwie działającej oświaty, braku autorytetów wśród nauczycieli, źle skonstruowanego systemu nauczania itd.

Wiele z tych uwag ma swoje uzasadnione podstawy i ja również wiele mam do zarzucenia polskiej szkole, ale czy nudna i nieprzystosowana do życia szkoła jest jedynym wytłumaczeniem chamstwa dzieci i młodzieży, aspołecznych, samolubnych postaw i nieposzanowania transcendentalnych wartości? Odpowiadam - NIE!!! To chamstwo, głupota i bezczelność rodziców są główną przyczyną takich zachować wśród dzieci.

Nie trzeba być psychologiem, żeby takie rzeczy wiedzieć. Mało tego, kiedyś takie kwestie wyczuwało się instynktownie, elementarna wiedza o tym co wypada, a co nie, jak się zachować i co zrobić w razie popełnionej gafy, ale przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka - były w ludziach zaszczepione już z racji samego człowieczeństwa. Takie rzeczy każda istota ludzka po prostu otrzymuje z mlekiem matki. No cóż, mamusia od Barbie najwyraźniej była karmiona sztucznie.

wtorek, 20 października 2009

Déjà Vu

Jako że jestem osobnikiem, który już lata swej pierwszej młodości ma za sobą, czasy kiedy w Polsce mięso kupowało się na kartki, papierosy marki “Popularne” odmierzano metrem krawieckim, a wyroby czekoladopodobne smakowały jak plastelina, znam nie tylko z filmów Miś i Alternatywy 4.

Dlaczego o tym piszę? Przecież, nawet jeśli to były lata mojego dzieciństwa, to z pewnością są przyjemniejsze rzeczy do wspominania. Po co budzić koszmary przeszłości. Chodzi o to, że ostatnimi czasy kilkakrotnie odniosłem wrażenie, że po dwudziestu latach polskiej demonokracji obudziłem się znowu w epoce gierkowskiej.

Co chwila przecieram ze zdumienia oczy i szczypię się po rękach, żeby uzmysłowić sobie, że nie śnię, że to nie matrix, że to niestety nasza polska rzeczywistość. W jej wykreowaniu szczególny wkład posiada sztandarowy twór Wielkich Małych Braci czyli CBA z medialną gwiazdą ostatnich tygodni – agentem Tomkiem.

To za jego przyczyną zjawisko déjà vu nachodzi mnie ostatnio każdego dnia. Okazuje się bowiem, że metody niszczenia ludzi tylko po to żeby móc wykazać zasadność istnienia tajnej megapolicji, zatrudniającej pozbawione sumienia i godności klakierów władzy, nie zmieniły się. Nie ma tu znaczenia, że agent Tomek w okresie komuny nosił pampersy, a obecnie pracuje w Biurze utworzonym w czasach tzw. III RP. Według mnie – trawestując słynne powiedzenie o korytach – metody inwigilacji i niszczenia są wciąż te same, tylko agenci się zmieniają.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z konferencją prasową zarządu PZPN, która nastrojem i formą przypominała relację Polskiej Kroniki Filmowej z zebrań zakładowych organizacji partyjnych za czasów komuny. Członkowie zebrali się, pochwalili się wykonaniem 300 % normy i zapowiedzieli, że będzie jeszcze lepiej niż jest. Nie pozostaje nic innego jak odśpiewać: Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu, niech żyje nam….

piątek, 16 października 2009

Kończ Waść, wstydu oszczędź !

Od meczu Polska – Słowacja minęły 2 dni, a ja do dziś nie mogę wyjść z szoku. Chyba nikt dzisiaj nie wątpi, że wydarzenie to przejdzie do historii polskiego sportu. Po pierwsze dlatego, że ostatecznie potwierdziło agonalny stan polskiej piłki, po drugie dlatego, że frekwencja na trybunach stadionu pokazała, jaką siłę stanowią kibice. Rzecz jasna, myślę o prawdziwych kibicach, tych którzy mają już serdecznie dość wstydzenia się za żenujące widowiska made in PZPN.

Dlatego właśnie popieram akcję bojkotu zorganizowaną przez Stowarzyszenie "Koniec PZPN", a nawet apelowałbym o rozszerzenie akcji. Zgodnie z art. 20 § 1 pkt 1 statutu PZPN członkostwo w PZPN wygasa w przypadku dobrowolnej rezygnacji zgłoszonej na piśmie do Zarządu PZPN lub Zarządu Wojewódzkiego Związku Piłki Nożnej (kluby piłkarskie) z dniem jej przyjęcia. Proponuję więc, żeby w ślad za kibicami, zaczęły budzić się z letargu wszystkie kluby sportowe.

Panowie, po prostu opuśćcie razem PZPN i załóżcie związek alternatywny, wolny od kolesiostwa i koterii. Kiedy na kanapie pozostanie jedynie zarząd PZPN, wówczas ktoś, w przerwie między jednym a drugim kubańskim cygarem w zębach, w końcu będzie musiał powiedzieć: “Sztandar PZPR wyprowadzić!” Ups! pardon – miałem oczywiście na myśli sztandar PZPN.

poniedziałek, 12 października 2009

Polskie szambo

Kolejni polscy żołnierze zginęli w Afganistanie. Zastanawiam się w takiej chwili, ile dla polskich polityków warte jest ludzkie życie i ilu jeszcze ludzi pójdzie do piachu, żeby zrozumieli, że jest to zbyt wysoka cena za niespełnione obietnice amerykańskiej administracji w kwestii zniesienia wiz dla Polaków. Wielce Nieszacowni Panowie Politykierzy, ta wojna nie jest nasza!

Jak długo jeszcze będziemy podlizywać się Wielkiemu Bratu zza oceanu i w imię czego mamy dalej znosić takie upokorzenia. Najpierw był Irak, teraz Afganistan, a korzyści dla naszego kraju są zerowe: obiecane nam inwestycje w Iraku zdematerializowały się, wizy obowiązują dalej, tarcza rakietowa się rozmyła, a my dalej pchamy się w różne części świata, żeby zabezpieczyć Amerykanom ropę naftową i inne surowce niezbędne dla ich gospodarki.

Kiedy zginęli pierwsi polscy żołnierze, cały kraj był w żałobie, a czołowi politykierzy pchali swoje gęby przed kamery w pierwszych szeregach konduktów pogrzebowych, na kolejne pogrzeby już wysyłali swoich przedstawicieli, a teraz wzmianki o śmierci polskich żołnierzy są drukowane w dalszej kolejności, bo ważniejsze dla tzw. polskiej racji stanu są przepychanki na Sejmowej z powodu afery polegającej na tym, że jakiś Franek zadzwonił do Mietka i powiedział, że naciska na Stefka. Polska polityka osiągnęła dno, dno szamba.